sobota, 20 czerwca 2015

Historia pewnego domku na drzewie...


Nie wiadomo kto był pierwszy. Równocześnie Tato i Krzychu wpadli na pomysł, żeby zbudować dla mnie domek na drzewie. Krzychu zrobił na kompie projekt i razem z Sajem podjął się wykonawstwa. Tato podjął się finansowania ;)
Przez parę tygodni Krzychu z Sajem pracowali, a ja im dzielnie pomagałam. Wiele się przy tym nauczyłam. Wiem już jak wygląda i działa wyrzynarka i wkrętarka, wiem co to stemple i wkręty. A najbardziej lubiłam odnajdywać zagubione w trawie: miarkę i kątownik. Fajnie było mieć codziennie w ogrodzie taką ekipę.
Chłopaki- DZIĘKUJĘ!!!




















Wyprawa rowerem wodnym z Przystani Zwierzynieckiej, w czasie rejsu podjadam truskawki :)


Bieg Wielkiej Wyspy na 15 km- kibicujemy Tacie na 4 kilometrze, tuż koło naszego ogrodu :)



W pewnej piekarni


Cóż robić, rozsmakowałam się w lodach...



Prasowania ciąg dalszy




Selfie


Moje ogrodowe królestwo




Przeciwieństwa: mały- duży ;)


Mój nowy taneczny look :)