środa, 28 marca 2012

Za nami trzeci dzień, bardzo udany. Ssak włączony na całego i faktycznie taki noworodek to przetwórstwo mleczarskie. Bogu dzięki, że z czasem nabieramy cech wyższego rzędu, bo na tym etapie najważniejsze na świecie to jest najeść się, pospać i potem zrobić konkretną kupę. Kupy sadzi jak stara, do połowy pleców umazana. Spodziewałem się jakiejś subtelnej noworodkowej, a tu po konkrecie.
Już dojrzewając dawno temu dziękowałem Bogu za wynalazek kobiecych piersi, ale teraz odkrywam ich zalety na nowo.
Nie ma takiej awantury i wrzasku, ktorego pierś Ani nie zgasi w zarodku. Krzyk jakby ją rozdzierano na strzępy cichnie w sekundę, kiedy sie pojawia przez oczami duża brązowa kula czyli brodawka.To dobrze rokuje na przyszłe noce, kiedy już mała syrena zawita do domu.
A zawitać może już w czwartek, bo obie czuja się OK, mała chyba przejdzie bez żółtaczki, zobaczymy - na razie wygląda to dobrze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz